sobota, 21 marca 2020



Mówienie prozą…


CZAS NIEOKREŚLONY. ZAPISKI Z CZASÓW EPIDEMII.


ODSŁONA CZWARTA: SPICHLERZE.

Apokaliptyczna cisza. Nagła nadwyżka czasu, z którą nie wiem, co zrobić. Poczucie, że straciłam kontrolę nad własnym życiem. A potem refleksja: przecież cały świat stracił kontrolę. Cały świat się przymusowo zatrzymał. Cały świat milczy z bezradności. Tysiące planów wzięło w łeb. Tysiące odwołanych spektakli, w które ktoś włożył nie tylko czas i energię, ale często grube nakłady finansowe. Tysiące książek, które miały mieć swoje huczne premiery… Nie mówiąc już o zaplanowanych wycieczkach zagranicznych, imprezach w lokalach, ślubach, chrzcinach, komuniach, wymarzonych osiemnastkach, masowych koncertach, wydarzeniach sportowych… A rekolekcje? Kursy Nowej Ewangelizacji? Diecezjalne Spotkania Młodych? A przygotowanie dzieci do Pierwszej Komunii i bierzmowania, również w naszej parafii? A Euro 2020? A Eurowizja? A…?!
Jestem zaledwie trybikiem w wielkiej maszynie pędu. Maszynie, w której właśnie coś się zepsuło i stanęła.
Przypomina mi się przypowieść o bogaczu, który gromadził w swoich spichlerzach zboże DLA SIEBIE. Żeby móc jeść, pić i używać. Ponieważ się nie mieściło, zaplanował wyburzenie spichlerzy i wybudowanie nowych, większych. Ewangelista pisze: Lecz Bóg rzekł do niego: "Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?" Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem. (Łk 12, 20 – 21).
Skarby, które mam – pasję teatralną, wrażliwość na sztukę, dar pisania – otrzymałam od Boga PO COŚ. Dla innych, Żeby nieść nadzieję. Jeśli zamknę to wszystko w spichlerzu własnego egoizmu i nie popatrzę na rzeczywistość szerzej, to nawet moje najlepsze książki i najbardziej powalające premiery będą nic niewarte. Bo Bóg „żąda mojej duszy” czyli walczy o pierwsze miejsce w moim życiu. Tylko wtedy to życie będzie pełne, piękne i twórcze, niezależnie od tego, czy jest pokój, czy wojna, czas spektakularnych sukcesów czy apokaliptyczna kwarantanna. Jeśli mam Jego, to żaden koronawirus mi tego skarbu nie odbierze, lecz jeśli Go zgubię, to może się okazać, że wszystkie moje osiągnięcia są jak śmieci…



czwartek, 19 marca 2020




Mówienie prozą...



CZAS NIEOKREŚLONY. ZAPISKI Z CZASÓW EPIDEMII.



ODSŁONA TRZECIA: ZAWIESZENIE.

Skończyła się msza na zakończenie rekolekcji. Mam być w szkole jeszcze do 15.00. Wchodzę na Facebooka, a tam roi się od informacji, że premier zarządził zamknięcie szkół. To jakiś żart?!
Nie. Żarty się skończyły. Dyrekcja zwołuje nadzwyczajną radę pedagogiczną. Rzeczywiście zamykają szkoły, a my mamy uczyć zdalnie. Decyzja zapadła po 10.00 czyli wtedy, gdy trwała nasza rekolekcyjna msza.
Wracam do domu oszołomiona. To wszystko jeszcze do mnie nie dotarło. Rozpaczliwie trzymam się myśli, że to przecież tylko dwa tygodnie, a potem wszystko wróci do normy. Dzwonię do różnych miejsc, gdzie mieliśmy zaplanowane spektakle. Nikt nic nie wie. Będziemy czekać i to wszystko, co możemy dzisiaj ustalić.
Pół roku harówy nad prawie profesjonalnym, w niczym nie przypominającym szkolnego przedstawienia musicalem. Nawet w ferie zimowe. W dodatku termin premiery zbiegł się z premierą mojej powieści na ten sam temat, wydanej przez Edycję Świętego Pawła, „Niebo w kolorze popiołu”. A teraz wszystko wzięło w łeb przez jakieś chińskie cholerstwo. Przedstawienia, promocje książki, Targi Książki Katolickiej w Warszawie. Wielkie święto mojego sukcesu. Czuję ten najbardziej wstydliwy rodzaj złości: frustrację dziecka, któremu odebrano zabawkę.
Tymczasem media bombardują nas kolejnymi newsami. Rośnie liczba zakażonych w Polsce. Jedna, a potem dwie ofiary. W social mediach jałowe spory o zamykanie kościołów i komunię przyjmowaną na rękę. Zwiększają się ograniczenia. Najpierw zakaz zgromadzeń masowych, a potem – redukcja zgromadzeń do 50 osób. Zamykają kina, teatry, ośrodki sportowe, kluby, bary, restauracje, granice państw… Odwołane są wszystkie imprezy kulturalne i wycieczki.  Nie wiadomo, czy odbędzie się Euro 2020. Koronawirus dotarł na prawie wszystkie kontynenty.
KONTYNENTY!
Świat sparaliżowany. Mam wrażenie, że wbrew własnej woli uczestniczę w jakimś tanim filmie science – fiction. Chcę się obudzić z tego snu, ale nie ma przebudzenia.


Mówienie prozą…


CZAS NIEOKREŚLONY. ZAPISKI Z CZASÓW EPIDEMII


ODSŁONA DRUGA: MIŁOŚĆ I ODPOWIEDZIALNOŚĆ.

Uff. Zagraliśmy drugi spektakl. Nikt nie odwołał: ani mój dyrektor, ani dyrektor KOK – u. Uściskałam moich aktorów i podziękowałam każdemu z osobna za ogrom zaangażowania. Tato jednej z artystek, Maciej Dobrzycki, przysłał mi zdjęcia, jak zwykle na najwyższym poziomie profesjonalizmu, bardziej przypominające dzieła malarskie niż fotografie. Julka Topolanek, odtwórczyni głównej roli, na swoim blogu umieściła tekst, który mnie wzruszył:
Miłość Zmartwychwstała... Jestem przekonana, że Bóg stawia nam na drodze człowieka, aby wnosił nowe doświadczenia w nasze życie. W moim życiu pojawiła się niezwykła siostra - Siostra Benedykta. Postać nietuzinkowa, o wielkim sercu, bardzo zdolna, inteligentna, a przede wszystkim zaraża pasją do teatru. Tak jak kiedyś mój Maestro Pan Władysław do muzyki. Moja przygoda z tym spektaklem zaczęła się od pisania nut do spektaklu. To była praca zespołowa z Kamilem Bednarczykiem i Bartłomiejem Pacanem. Nie było łatwo. Zmagaliśmy się przez wiele godzin z jakością nagrań. Udało się. Później siostra napisała do mnie, że skoro już piosenki znam, to nie będzie dla mnie większego problemu, żeby zagrać siostrę Julię Rodzińską. Szybko weszłam w Internet i przeczytałam, kim jest ta postać. I zaczęło się.... Biłam się z myślami, czy podołam, czy sobie poradzę, czy jestem godna tej roli. Czułam wielką odpowiedzialność. Mieszkam i żyję na co dzień wśród sióstr urszulanek. Widzę, jak wygląda ich życie.
Siostro Benedykto, dzisiaj po poniedziałkowej premierze wiem, że przybliżyła mnie siostra do Boga. Postać siostry Julii pokazuje miłość do słabszych i zagubionych. Nie jest to łatwe....
Nie ma nic piękniejszego dla siostry zakonnej niż usłyszeć: „PRZYBLIŻYŁA MNIE SIOSTRA DO BOGA”.
Na spektaklu jest obecny Kamil Gąszowski, dziennikarz ze świdnickiego „Gościa Niedzielnego”. Świetnie nam się gada. Zadaje zdumiewająco sensowne – jak na moje dotychczasowe doświadczenia z prasą lokalną, zwłaszcza katolicką – pytania. Słyszę od niego najlepszą recenzję, jaką może usłyszeć reżyser: „Widać, że nie oszukiwaliście na scenie. Tutaj nie było słodkiej kościółkowości. Była prawda”.
Chwalę się tym wszystkim innemu znajomemu dziennikarzowi, Piotrkowi Wojtasikowi z Dzień Dobry TVN. Gratuluje mi, ale zaraz pisze: „Musisz odwołać premierę 28 marca”. Jak to? Dlaczego? Buntuję się. „Jeśli chcesz znać moje zdanie” – pisze – „to nasza miłość do tego, co robimy, to jedno, a odpowiedzialność to drugie. Ja też miałem właśnie robić materiał z udziałem dzieci, ale odwołałem. Zapracowałaś na swoją opinię. Jesteś w świetnym miejscu życia i obyś nie została posądzona o to, że przegięłaś…”
Po raz pierwszy zrozumiałam, że świat po 10 marca wygląda inaczej niż sobie zaplanowałam. I że to jednak coś więcej niż rozdmuchana przez media społeczna histeria…

Fot. Kamil Gąszowski, „Gość Świdnicki”



środa, 18 marca 2020



Mówienie prozą...



CZAS NIEOKREŚLONY. ZAPISKI Z CZASÓW EPIDEMII.

PROLOG

Wszystkie sprawy odkładam na „po 10 marca”. Ważne telefony, przeprosiny, czułe gesty, proste pytania „co u ciebie słychać”, prośby różnych znajomych o pomoc czy przysługę, nawet spowiedź. Priorytetem jest to, czym żyję od września, a wraz ze mną mój zespół teatralny Dzikie Koty: premiera musicalu „Miłość zmartwychwstała” o bł. Julii Rodzińskiej, mojej współsiostrze z grona 108 Męczenników II Wojny Światowej. Zakonnicy, która zmarła podczas epidemii. Tyfus, obóz koncentracyjny, masowe umieranie: to wydaje się piękne i odległe. Najważniejsze w tej chwili, żeby stanąć na wysokości zadania. Doprowadzić dzieło do końca. Zebrać zasłużone oklaski.
No więc „po dziesiątym”. Przecież wszystko inne może poczekać te kilka dni, prawda? Zagramy dwa spektakle 9 i 10 marca w ramach szkolnych rekolekcji wielkopostnych, powalimy widownię na kolana, a potem wielkie tournée. Mamy już do wakacji dziesięć umówionych spektakli, w tym jeden w Nowym Sączu, w imponującym, nowoczesnym domu kultury „Sokół”. Oficjalna premiera w Kłodzku przewidziana na 28 marca. Dzień po Międzynarodowym Dniu Teatru. Jak pięknie!
Coraz więcej mówi się o koronawirusie. Ojej, wielkie mi halo. Tak samo mówiło się o świńskiej grypie, ptasiej grypie, eboli i kilku jeszcze innych świństwach. I jakoś świat się nie skończył.

ODSŁONA PIERWSZA: TELEFON OD PANA AKUSTYKA.

Pierwszy spektakl dla uczniów Kłodzkiej Szkoły Przedsiębiorczości. Siedzę w pierwszym rzędzie i z dumą patrzę na moich aktorów, którzy z pasją opowiadają historię sprzed kilkudziesięciu lat o zakonnicy, która oddała życie za współwięźniarki w czasach zarazy. Nie poznaję Dzikich Kotów, tacy są piękni, dojrzali, przejęci. Po mojej lewej stronie siedzą zasłuchane i zapatrzone w scenę dziewczyny. Po prawej – ich koleżanki zapatrzone w telefony, znudzone i gadające. Drażni mnie to.
Finałowa piosenka o tym, że:


Zło nigdy nie zwycięży,
Światłość nam zajaśniała,
Ciemność jej nie ogarnia,
Bo Miłość zmartwychwstała.


Dobrnęliśmy do końca. Jest moc. Jutro będzie jeszcze lepiej: gramy dla naszej szkoły!
Wieczorem dzwoni do mnie jakiś obcy numer. Okazuje się, że to akustyk z Kłodzkiego Ośrodka Kultury – miejsca, gdzie mamy te dwa pierwsze przedstawienia.
- Siostro, czy to przedstawienie jutro się odbędzie?
- A dlaczego ma się nie odbyć? – pytam bezbrzeżnie zdumiona.
- No bo wszystko się odwołuje.
- Ale jak to „SIĘ ODWOŁUJE”?! – w moim głosie narasta irytacja. Biedny pan akustyk.
- No, koronawirus. U nas w KOK –u właśnie zawiesiliśmy wszystkie imprezy do końca kwietnia…
Czuję rosnącą złość, frustrację i zaskoczenie. Ale pod skórą coraz mocniej czai się lęk. Zaczyna dominować.

niedziela, 8 marca 2020



Niedzielnie…


„Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa” (Mt 17, 8)
Ewangelia o Przemienieniu Jezusa ma mnóstwo treści. Najczęściej cytowany fragment to chyba: „To jest mój syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!”.
Mnie jednak dotknął dziś inny fragment: „Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa.”
Miałam w życiu jeden taki moment. Jedno swoje Przemienienie: dzień Pierwszej Komunii Świętej, którą przyjęłam u krakowskich dominikanów w Wielki Czwartek w wieku 22 lat. Nic się wtedy nie liczyło: tylko On. Trochę podobnie było w dniu moich pierwszych ślubów zakonnych, lecz nic nie zastąpi tamtej chwili…
Dlaczego takich momentów jest mało? Może dlatego, żeby poczuć ich wyjątkowość. Może dlatego, żeby do nich wracać, gdy wokół ciemno. Może dlatego, żeby TĘSKNIĆ, bo tęsknota jest siłą napędową miłości. Sprawia, że ta miłość jest ciągle świeża, twórcza i dynamiczna.
Tradycja mówi, że Przemienienie Jezusa miało miejsce na 40 dni przed Jego męką. Było dla Piotra, Jakuba i Jana umocnieniem. Znakiem nadziei. Momentem wyzwalającym  w nich tę twórczą tęsknotę, która potem spowodowała, że nie załamali się sądem, wyrokiem i śmiercią swojego Mistrza, lecz – pomimo wątpliwości – dotrwali do zmartwychwstania.
„Widzieć tylko samego Jezusa” – czyli żyć dla Niego, tworzyć dla Niego, kochać dla Niego, oddychać Nim, budzić się i zasypiać z Nim…
Jest taka piosenka o. Wojciecha Jędrzejewskiego OP, która bardzo mocno towarzyszyła mi w pierwszych latach życia zakonnego:


„Jezu, będę płakał z miłości,
Gdy otworzysz me serce,
Nauczysz mnie tęsknić
W Twych ramionach…”



Może czas do niej wrócić?

niedziela, 1 marca 2020



Niedzielnie…

Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła (…). Wtedy przystąpił kusiciel i rzekł do Niego: „Jeśli jesteś Synem Bożym , powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem…” (Mt 4, 1 – 11).

Duch Święty wprowadza mnie na pustynię czyli w miejsca odludne, trudne, takie, w których nie chcę się znaleźć. Miejsca mojego zmagania. Takim miejscem może być dom, wspólnota zakonna, zakład pracy… Wszystko, co pozwala mi odkryć prawdę o sobie: o moich ograniczeniach, niewierze, lęku, egoizmie.
Widzę, jak często zapominam o Bogu.
Widzę też, jak często zapominam o drugim człowieku – tym, który jest najbliżej.
Odkrywam, ile raniących słów potrafię wypowiedzieć.
I wtedy łatwo o pójście za kusicielem, który mówi: „ Fajna dziewczyna z ciebie. Pokaż to światu. Załóż maskę.” Tą maską może być rzucenie się w wir pracy. moja pasja, jeśli jest ucieczką od konfrontacji z tym, co trudne. Zdobywanie lajków na Facebooku. Używki. Tą maską może być nawet religijność, jeśli nie idzie za tym zmiana życia.
Maską może być wszystko, czego się chwytam, żeby uniknąć wyjścia na pustynię czyli zobaczenia samej siebie w prawdzie i spotkania z kochającym Bogiem.
Co wybiorę: maskę czy prawdę? Pustynię, która prowadzi do zmartwychwstania, czy łatwą drogę do śmierci? Co wybiorę: dialog z Szatanem, jak Ewa w raju, czy słowa Jezusa: „Idź precz, szatanie!”?


Mówienie prozą…


- Chcesz się zemścić. To skuteczna motywacja, ale niewystarczająca. Tu potrzeba nadziei.
Boguś podniósł głowę, zdumiony.
- O czym ty mówisz, Stefan? Jakiej nadziei?
- Nadziei na to, że ta wojna się skończy. Że będziemy żyć w wolnym kraju. Że zaczniemy wszystko od nowa. Że uda nam się ocalić to, w co wierzymy i co kochamy.
- Stefan, ja już w nic nie wierzę i nie potrafię kochać.
- Masz narzeczoną.
- Tak, wiem. Ale nie wiem, czy potrafię z nią być. Tylko ją skrzywdzę.
- Paniczyku, nie opowiadaj głupot. Ona cię potrzebuje bardziej niż ktokolwiek inny na świecie. Zrób to dla niej. Odzyskaj nadzieję.
Oczy Bogusia pociemniały.
- Stefan, we mnie jest otchłań. Żadnej nadziei. Sowiecki ogień wszystko wypalił.
Chmurny blondyn podszedł do młodego hrabiego i położył mu rękę na ramieniu.
- Jest. Tylko się musisz do niej dokopać. Jeśli nie możesz zrobić tego dla dziewczyny, którą kochasz, to na pewno możesz to zrobić dla kogoś innego…
- Tak, tak. Zaraz mnie zaczniesz nawracać i mówić, że dla Pana Boga, ludzkości, ojczyzny! – rzucił drwiąco Boguś.
- Nie. Dla swojej matki.
Znowu to dławienie w gardle. I niebezpieczne pieczenie pod powiekami. Boguś odwrócił twarz.
- Zaprowadź mnie do twojego przełożonego.
- Tylko pamiętaj, paniczyku: jak złożysz przysięgę, to już nie ma odwrotu.
Słowa Stefana nie zrobiły na Bogusiu większego wrażenia. Tyle razy już tracił coś, co było bezpowrotne.

(fragment mojej powieści Niebo w kolorze popiołu, Edycja Świętego Pawła, 2020)