wtorek, 2 maja 2023


 

Powiew COOL-tury

Sikanie do doniczek a sprawa życia i śmierci

(Strzępy, reż. Beata Dzianowicz, 2022)

 Wychodzę z krakowskiego kina Pod Baranami. Jest 23.00, bo film w ramach festiwalu OFF-Camera emitowany był późnym wieczorem. Tuż koło mnie wzdycha jakaś pani:

- To już piąty film, na którym byłam w ramach tego festiwalu, i czwarty o śmierci…

Nie widziałam tamtych, ale Strzępy gorąco polecam pomimo trudnego tematu: choroby Alzheimera, jaka nagle spada na szczęśliwą, kochającą się rodzinę, i burzy im świat. Gerard jest profesorem na politechnice. Pewnego dnia podczas kolokwium zaczyna… sikać do doniczek z kwiatami. Okazuje się też, że pamięta, kto był premierem w 1978 roku, ale aktualnego premiera już nie. I nie wie, że „to coś, przez co się patrzy” nazywa się okno. A to dopiero początek koszmaru, jaki dotyka rodzinę.

Silą tego filmu jest jednak to, że reżyserce udało się o tym koszmarze opowiedzieć bezpretensjonalnie, a nawet z subtelnym humorem. Beata Dzianowicz – ceniona dokumentalistka – sprawia, że zwykłe, codzienne gesty, pokazane chwilami wręcz naturalistycznie – mycie zębów, gotowanie, palenie papierosów na balkonie, a nawet kąpiel w wannie i załatwianie potrzeb fizjologicznych – stają się fascynującą opowieścią o tym, czym jest człowieczeństwo. Bo to są takie właśnie strzępy życia, które może scalić tylko miłość. Dwa dni temu widziałam Tár – film o dyrygentce i kompozytorce – gdzie nie było szczotkowania zębów i sikania, za to było dużo „wielkiej” sztuki i specjalistycznego słownictwa muzycznego. A w tym wszystkim zabrakło tego, czego szukam w kinie i teatrze: człowieka. Niedawno tłumaczyłam moim uczniom w liceum, czym jest felieton: możesz pisać o tym, że gołąb narobił na parapet, ale to powinien być punt wyjścia do jakiejś ważnej refleksji. TWOJEJ refleksji. I to właśnie udało się reżyserce Strzępów: zrobiła film o sikaniu do doniczek, ale pozostawiający widza z bardzo ważnymi pytaniami: czym jest umieranie? czym jest miłość? Czy da się wybrać między miłością do rodziców a miłością do żony i dziecka?

Adam musi wybrać: jego ojciec przestaje rozpoznawać członków rodziny, jego zachowania są coraz bardziej irracjonalne, a ze wspomnień i skojarzeń pozostają coraz trudniejsze do poukładania strzępy. Kiedy zachowanie Gerarda stanowi zagrożenie dla życia i zdrowia rodziny, Adam umieszcza go w ośrodku. Nie na długo jednak. Nie jest w stanie żyć ze świadomością, że oddał tatę pod opiekę obcych ludzi. Jego decyzja o zabraniu ojca z ośrodka jest początkiem katastrofy, pokazanej tutaj – jak wszystko w tym filmie – bez patosu i może dlatego tak przejmującej.  

Kluczowa scena filmu dla mnie to moment, gdy Gerard już po powrocie z ośrodka, bezradny jak dziecko, zamknięty we własnych „strzępach” świadomości, siedzi przed puzzlami. Kiedyś to były malutkie kawałeczki liczone w tysiącach, teraz – cztery duże elementy, przeznaczone dla trzylatka, które trzeba złożyć w prosty obrazek. Gerard nie wie, co z tym zrobić i zaczyna krzyczeć. Coraz głośniej, coraz rozpaczliwiej, coraz bardziej przeszywająco…

Strzępy to nie jest film do kanapy i popcornu. Nawet lepiej siedzieć na niewygodnych fotelach w studyjnym kinie. Jednak jest tak mocny, że szybko o tych fotelach się zapomina. Powinien go zobaczyć każdy, kto chce wiedzieć, czym są relacje z bliskimi, życie, śmierć, miłość i jak mądrze towarzyszyć chorej osobie, żeby nie niszczyć swojego świata. Bo Adam zachowuje się trochę jak alkoholik: choroba ojca staje się dla niego całym  światem. Traci żonę, dziecko, pracę, a wreszcie – samego siebie. Czy to dobry wybór? Oceńmy sami.

Na koniec chcę wspomnieć o znakomitym aktorstwie całej obsady. Postacie są wyraziste, wiarygodne, łatwo zapadają w pamięć: szczególnie Gerard w wykonaniu Grzegorza Przybyła (Złote Lwy na festiwalu w Gdyni za najlepszą drugoplanową rolę męską!), Adam Michała Żurawskiego i Bogna Agnieszki Radzikowskiej (Nareszcie mogłam zobaczyć tę aktorkę nie tylko w teatrze, ale w jednej z głównych ról na dużym ekranie! Tak powinno być częściej!). Aktorzy budują postacie oszczędnie, ale w taki sposób, że słyszymy nawet ich milczenie. Warto też zwrócić uwagę na młodziutką Polę Król w roli córki Pateroków, Zoi. Ma dziewczyna potencjał!

Czy warto Strzępy zobaczyć? Bardzo! Umieściłabym ten tytuł obok takich produkcji jak Śubuk czy Johnny. Bo to tego rodzaju film, z którym się zostaje na bardzo długo. I trzeba go sobie poukładać we własnym życiu jak puzzle.