niedziela, 15 września 2019



Niedzielnie…

SPOWIEDŹ SYNA MARNOTRAWNEGO

Odszedłem z domu rodzinnego
i zabrałem swoją część majątku.
Wszystkie marzenia mojego ojca.

Nie wiem, dlaczego.

Może po to, żeby zobaczyć
tę kuszącą jasność za horyzontem.
Czy trawa po tamtej stronie ma taki sam kolor
zgaszonej zieleni.

Może po to, żeby sprawdzić,
czy to wołanie, które słyszę w bezsenne noce,
jest głosem mojej wolności,
czy tylko piskiem głodnego kota przed oknami.

Odszedłem,
bo nie potrafię być przykładnym synem.

Odszedłem,
bo nie potrafię stawiać się w polu
codziennie o tej samej porze,
tuż przed wschodem słońca,
i przychodzić na rodzinny obiad
w starannie wyczyszczonych butach.

Odszedłem,
bo chcę poczuć śliskość błota.
Odszedłem,
Bo chcę poczuć odór chlewu.
Odszedłem,
bo chcę zobaczyć, jak to jest
podróżować bez biletu i stacji docelowej.

Odszedłem,
bo chcę poznać bezduszny smak wódki
wypijanej w ciemności.

Odszedłem,
bo wszystko we mnie krzyczy
i chcę posłuchać mojego krzyku.

Odszedłem,
żeby się przekonać,
jak długo ojciec będzie
stał w drzwiach naszego domu
i patrzył na pustą drogę.

Tak, wiem,
mogę nie zdążyć.
Mogę nie zdążyć.

(Kłodzko, 15. 09. 2019)










sobota, 14 września 2019


Świątecznie...

Podwyższenie Krzyża Świętego. Dziwne święto. Przecież mamy Wielki Piątek. Może jednak dzisiejszy dzień jest po to, żeby zobaczyć, że nasza wiara ma sens. Że Bóg się naprawdę nami interesuje, i to tak bardzo, że zdecydował się dzielić nasz los. Aż do największego bólu i upokorzenia. Ktoś mi kiedyś powiedział: krzyża się nie tłumaczy. Tak: krzyż można tylko pokochać. Przypomina o tym, że Bóg nie jest widzem spektaklu, jakim dla Niego jest nasze życie. On płacze i cieszy się razem z nami. Tego nie ma w żadnej innej religii.

środa, 11 września 2019


Myśli niedorzeczne...


PIOSENKA RACHELI

a gdy będę zakochana
przyślę panu list i klucz

utkwiłam w stuletnim dramacie
z którego zrobiono lekturę szkolną
i jeszcze nie wiem że listy wyszły z mody
a klucze gdzieś poginęły
wszystkie drzwi są otwarte na oścież i okazuje się
że nic za nimi nie ma

stoję w pustej chacie która jest skansenem
wiatr bezskutecznie stuka o parapet
i nie ma dla kogo wzywać chochoła
bo weselnicy sami zamienili się w cienie

wiem że pan też stoi w oknie
z widokiem na ciemność
poeto
może kiedyś ta chata nam znowu zaśpiewa
może kiedyś ta noc nabierze kolorów
i będzie czymś więcej
niż łykaniem tabletek nasennych w samotności

(Kłodzko, 03. 06. 2019)

niedziela, 8 września 2019



Niedzielnie…

Kto nie dźwiga swego krzyża, a idzie za mną, ten nie może być moim uczniem. (Łk 14, 26)
Trudne słowa. Brzmią trochę jak manifest masochistów – ale tylko wtedy, gdy zatrzymam się na ich powierzchni. Bardzo często tak właśnie postępuję zarówno ze słowem, jak ze Słowem. Żyję szybko, powierzchownie i leniwie. Oglądam facebookowe obrazki. Przemykam wzrokiem po nagłówkach. Czytam tylko początki i końce książek. W katechezie szukam błyskawicznych rozwiązań, żeby się nie przemęczać. I mija kolejny dzień, miesiąc, rok…
Tymczasem na kartach Ewangelii ciągle, w różnych formach i kontekstach powraca wezwanie: nawróć się. Co to znaczy dla mnie, dzisiaj? Zatrzymaj się. Popatrz. Posłuchaj. Pomyśl. Daj czas Jezusowi. Zmarnuj ten czas na to, żeby nic nie robić i nakarmić się ciszą. Szukaj odpowiedzi, a nie gotowych rozwiązań.
Co to więc znaczy, że iść za Jezusem można tylko wtedy, gdy się niesie swój krzyż? Przecież chrześcijaństwo to religia radości, bo patrzymy na życie, świat i samych siebie z perspektywy zmartwychwstania. To znaczy, że nie jest łatwo. Że czasem chce się wyć. Że powołanie –każde powołanie, również do małżeństwa - wydaje się czasami nie do udźwignięcia, a głoszenie Ewangelii – bezużyteczne. Bo w najlepszym wypadku nikt nie słucha, a uczniowie w szkole masowo wypisują się z lekcji religii.  
Dlaczego tak jest? Bo w drodze do nieba trafiam na przeszkody spowodowane moim grzechem, odejściem od Boga, zwątpieniem, słabością czy po prostu tym, że Szatanowi niekoniecznie na rękę, że idę w tym właśnie kierunku… To po co iść? Bo bycie uczniem Jezusa to najpiękniejsze, co mnie może spotkać. Wszystko, czym żyję, nabiera smaku, jeśli przeżywam to razem z Nim. On mnie nie zostawi w drodze.
A tak poza tym, każdy pisarz, artysta, naukowiec, czy sportowiec mógłby godzinami opowiadać, ile nocy nie przespał, ile wylał łez pracując nad jakimś projektem, ile drzwi się przed nim zamknęło oraz ile razy miał ochotę rzucić tym wszystkim i wyjechać do małej wioski na Podlasiu. Bez prądu, Internetu i pod zmienionym nazwiskiem. A wtedy by nie było tego wszystkiego, co podarował światu.
Za owacjami na stojąco po spektaklu teatralnym kryją się wyczerpujące próby, które zdają się nie mieć końca. Lekkość w balecie jest okupiona morderczymi ćwiczeniami.
Droga do nieba to takie właśnie piękne dzieło, które tworzymy. Czasem w bólu, czasem w radości. Mamy na to całe życie. Dobrze przeżywane jest jak fascynujący taniec.

niedziela, 1 września 2019



Myśli niedorzeczne…


WIERSZ NAPISANY PO DWÓCH LATACH UCZENIA W LICEUM

młodość się chowa w ciemnym pokoju
w którym trzepoczą się marzenia
rozpaczliwie
jak uwięzione ptaki

młodość  farbuje włosy na kolor krzyku
młodość chodzi podarta
z dziurami od niekochania

młodość  radzi sobie bez przepisów drogowych
obiadu
czapki zimowej
i Boga

młodość ma oczy zranionego zwierzątka
wystawia kolce
i powoli umiera
jeśli ją zostawić

uczę się młodości
uczę się jej słuchać
uczę się ją ocalać
ale to bardzo długa droga

droga do samej siebie
tej młodej
kolczastej
i kruchej

(Kłodzko, 07. 06. 2019)


Myśli niedorzeczne…


TARG STAROCI

Prężą się na ulicy stragany
zalane południowym słońcem
pełne rzeczy
ostentacyjnie niepotrzebnych

Nieaktualne piękno zdjęć
które od lat nie żyją
zbytek krzeseł
rzeźbionych w zakładzie stolarskim
który spalili ludzie przeklinający po niemiecku
lampy które zgasły jeszcze przed wielką wojną
lalki które wyrosły
z przedwojennych bucików z klamerką

Prężą się na ulicy stragany
zalane południowym słońcem
pełne rzeczy które patrzą na mnie błagalnie
prosząc o ocalenie
szukają w moich oczach
potwierdzenia
że świat do którego należały
jest dalej
trwały
nienaruszony
a kilka niefortunnych zdarzeń typu
ciemne wagony bez powietrza pełne ludzi
przerażona masa ciał wrzuconych w chmurę gazu
i czerwień
nowego ładu
która chciała zalać ziemię
to tylko
zły sen

Bo przecież ocalały
rzeźbione krzesła bez domu
lampy bezużytecznie piękne
lalki mrugające martwymi oczami
i konik na biegunach bez jeźdźca

Ale to co mnie najbardziej fascynuje
to wielkie lustro
w którym widzę swoją twarz
rozpływającą się w mętnej tafli bez tła
milczącej jak niemy prorok

(Kłodzko, 27. 05. 2019)



Niedzielnie…

„Nie zajmuj pierwszego miejsca.” (Łk 14, 1.7 – 14)
„Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony.” (Łk 14, 11)
To Ewangelia o byciu uczniem Jezusa i Jego świadkiem. Dla mnie to także Ewangelia o byciu katechetą. Narażam się na odrzucenie, zepchnięcie na drugi plan. Na prowokacyjne pytania w przestrzeni medialnej, a bywa, że i w realu: po co katecheza w szkole? Na bezradność wobec – w najlepszym wypadku - braku zainteresowania młodych słuchaczy. Na bolesne zetknięcie się z założeniem, że to, co głoszę, jest mitem.
Narażam się na lekceważenie jak Paweł na Areopagu (por. Dz 17, 16 – 34). Przecież miał świetnie przygotowane przemówienie, dostosowane do kultury i mentalności słuchaczy.
Narażam się na wyśmianie, a nawet pogardę jak król Dawid, który tańczył z radości przed Arką Pana, a ukochana żona Mikal – tak, ta, która niewiele wcześniej gotowa była pójść za nim na koniec świata, a na pewno uratowała mu życie – „wzgardziła nim w swoim sercu” (2 Sm 6, 14 – 23).
„Przed Panem będę tańczył. I upokorzę się jeszcze bardziej niż tym razem” – odpowiada jej Dawid (2 Sm 6, 21 – 22).
Przypowieść o miejscach na uczcie jest inspiracją do zadania sobie pytania o priorytety. Nie: na którym miejscu ja jestem, lecz - na którym miejscu w moim życiu jest Bóg. Czy On stanowi treść mojego życia? Bóg, który uniżył się aż do złożenia ofiary z samego siebie. Jeśli się wywyższam, to po prostu stawiam siebie ponad Nim. Jeśli się uniżam, to Go naśladuję w największej miłości, takiej, która potrafi oddać życie zarówno za przyjaciół, jak za  nieprzyjaciół. A wtedy nie boję się wyśmiania i zepchnięcia na drugi plan.
Idę na swój katechetyczny Areopag i zdobywam młodych dla Chrystusa. Nie, nikogo nie nawracam. Od nawracania jest Pan Bóg. Po prostu jestem z nimi i kocham.
Wtedy wszystko, co robię, jest radosnym tańcem dla Pana.