niedziela, 31 sierpnia 2025


 

Powiew COOL-tury

Sen o Warszawie

(Maria Paszyńska, Warszawski niebotyk; Gonitwa chmur; Nim zgasną sny, Grupa Wydawnicza Filia 2025)

 Trylogia Marii Paszyńskiej Warszawski niebotyk, Gonitwa chmur i Nim zgasną sny to opowieść, z którą na początku trudno mi było się oswoić. Dużo wątków, dużo pierwszoplanowych postaci, w dodatku męskich (a ja zawsze wolałam kobiece..).

Jednak szybko wpadłam jak śliwka w kompot…

Zaprzyjaźniłam się z bohaterami: braćmi Zasławskimi – Jankiem, Andrzejem i Tadeuszem – Wojtkiem Starczewskim - synem znanego cukiernika -  oraz Berkiem Steinem, synem wziętego żydowskiego adwokata. Pięciu chłopaków, którzy mają swoje plany, marzenia, tęsknoty i oczywiście miłości…

Portrety, jakie tworzy Paszyńska, nie są posągami dzielnych Skrzetuskich kochających platoniczną miłością swoje Heleny i jeszcze bardziej kochających Boga, honor i ojczyznę.
To są młodzi ludzie z krwi i kości. Ambitni, ale także pogubieni. Kochający – ale nie zawsze „legalnie” i po Bożemu. Zdarza się, że te miłości sprowadzają ich na manowce, a nawet doprowadzają do tragedii. Jeden z młodych bohaterów, na przykład, pławi się w narkotykach i sympatyzuje z nazistami… Równie wyraziste i niebanalne są postacie ich wybranek:
z trudną przeszłością, z popękaną duszą, ale także tęskniące za tym, żeby kochać i być kochaną… Jedna z nich jest nawet nieładna, co się rzadko przytrafia bohaterkom powieści!

Powieść Marii Paszyńskiej to panorama polskiego społeczeństwa w dwudziestoleciu międzywojennym: bajecznie bogatych Żydów, „porządnych” mieszczan i rzemieślników, biedoty z Pragi i Czerniakowa.

Czytając tę książkę, miałam jednak pewien niedosyt. Brakowało mi rozwinięcia niektórych wątków i pogłębionego portretu psychologicznego postaci (a Maria Paszyńska potrafi to robić świetnie!). Mamy tutaj do czynienia z bohaterem zbiorowym –– ludźmi, którzy śnią
o Warszawie przyszłości. O mieście, którego jeszcze nie ma. Ich sny o Warszawie przydarzają im się w drugiej połowie lat 30. XX wieku i wiemy, że wkrótce zgasną…

Jest trochę tak, jakby autorka chciała napisać o wszystkim naraz: o miłości, tej „grzesznej” i tej „prawowitej”, o interesach, o znanych przedstawicielach ówczesnego świata warszawskiej finansjery,
o animozjach narodowościowych, o spełnionych i niespełnionych marzeniach, o nadziejachi rozczarowaniach tamtych ludzi, o relacjach rodzinnych i zawodowych, o uzależnieniach i drodze ku wolności… I czasami ginie w tym wszystkim to, co najciekawsze i co jest najmocniejszą stroną prozy Paszyńskiej: konkretny, jednostkowy los.

Były momenty, że się czułam jak turysta przeniesiony w czasie i oprowadzany przez autorkę po międzywojennej Warszawie.

Tytułowy „niebotyk” to po prostu wieżowiec. Chodzi o słynny Prudential, wybudowany
w latach 1931 – 33 dla polskiej siedziby brytyjskiego Towarzystwa Ubezpieczeniowego „Prudential”. W powieści pojawia się nawet jeden z autentycznych architektów drapacza chmur: profesor Stefan Bryła. Zagadkowy tytuł przywodzi mi na myśl Lalkę Prusa. Motyw lalki się u Prusa pojawia, ale tak naprawdę jest epizodyczny, a słowo „lalka” może się odnosić do bardzo wielu osób i wątków… Chyba podobnie jest z budynkiem Prudentialu w powieści Paszyńskiej. Owszem, pojawia się tam wątek „architektoniczny”, ale nie jest wiodący. Niebotyk to symbol czegoś wielkiego, ale niedoścignionego. Może właśnie tego snu o Warszawie przyszłości, kiedy my, czytelnicy, już doskonale wiemy, jak ta przyszłość wyglądała? Może niedokończonej wieży Babel, która też miała sięgać nieba? Może niespełnionych marzeń poszczególnych bohaterów? Piękna jest ta niejednoznaczność tytułu…

Powieść Paszyńskiej czytałam z nostalgią i gorzką refleksją o świecie, który był tak różny
od naszego i tak szybko został zmieciony z powierzchni ziemi. Wiem to, czego bohaterowie trylogii jeszcze nie mogą wiedzieć. Trochę jak w wierszu Szymborskiej Listy umarłych:

Czytamy listy umarłych jak bezradni bogowie,

ale jednak bogowie, bo znamy późniejsze daty(…).

Obserwujemy w milczeniu ich pionki na szachownicy,

tyle że przesunięte o trzy pola dalej.

Wszystko, co przewidzieli, wypadło zupełnie inaczej,

albo trochę inaczej, czyli także zupełnie inaczej.

Mam nadzieję, że Maria Paszyńska zdecyduje się na napisanie czwartego tomu, bo jestem ciekawa, kto przeżyje wojnę. Po raz kolejny dałam się wciągnąć w uzależniającą opowieść tej autorki…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz